Przede wszystkim chciałabym Ci podziękować za to, że dzięki suplementacji i zmianom w odżywianiu zrobiłaś coś, na co czekałam, można by rzec, od zawsze. Sprawiłaś, że ból brzucha (…) po prostu minął.
Ta historia nie zaczęła się od perfekcyjnego planu. Zaczęła się od błędów, trudnych etapów i decyzji, żeby w końcu zadbać o siebie mądrze.
Nazywam się Alicja Janowicz, mam 40 lat, a od ponad 10 jestem specjalistką od metamorfoz kobiecych sylwetek, zdrowia i jakości życia. Moją działalność opieram nie tylko na doświadczeniu pracy z kobietami w różnym wieku i sytuacji życiowej, ale również na tym, co sama przeszłam. Moja droga była kręta i momentami bardzo trudna, ale dziś jestem w najlepszym możliwym miejscu. Chciałabym podzielić się z Tobą moją historią i zainspirować Cię do zmiany.

Dziś wyglądam właśnie tak, choć od wielu lat choruję na niedoczynność tarczycy, Hashimoto i PCOS, a w przeszłości zmagałam się z anoreksją, bulimią i kompulsywnym objadaniem. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że wygrałam. Ale jak wyglądała ta droga? Przeczytaj!
Widzisz to zdjęcie? W TYM OKRESIE CZUŁAM SIĘ GRUBA. Czułam się gruba też wcześniej, gdy ważyłam jeszcze mniej, ale zdjęć z tamtego okresu nie mam żadnych. Dziś żałuję, że nie mogę ich porównać, ale wtedy nie chciałam nawet na siebie patrzeć.
Czas ze zdjęcia był dla mnie mroczny. Bałam się jedzenia, chociaż już nie tak bardzo jak wcześniej, ciągle było mi okropnie zimno, a miesiączka… nie pamiętałam nawet kiedy miałam ostatnią (jakieś kilka lat wcześniej). Wtedy nie dostrzegałam problemu. Przecież brak okresu nie jest uciążliwy (a wręcz przeciwnie), a kolejna warstwa ubrań w niczym nie przeszkadza.
Pamiętam jak przed rodzinnym spotkaniem połknęłam garść tabletek odchudzających, bo wiedziałam, że będą nalegać, żebym coś zjadła. I zjadłam, a potem zwróciłam. 1:0 dla mnie. Wieczorem biegałam po schodach z góry na dół, bo przecież trzeba było to wszystko spalić. Zresztą, robiłam to często…
Później był etap jedzenia samych śmieci, żeby nabrać masy i wyjść z anoreksji. Na zmianę tyłam i chudłam. Nie pamiętam dnia żebym patrząc w lustro czuła się dobrze. W sumie, gdy teraz o tym myślę, unikałam luster, odkąd pamiętam, bo tak bardzo siebie nie lubiłam. Trening? Gdy jeszcze były we mnie siły stawiałam na cardio… bardzo dużo cardio. Na końcu nie miałam już energii na nic.
To kolejny etap, podczas którego bardzo nie szanowałam swojego ciała.
Schemat wyglądał prosto: od rana jestem na diecie… a w nocy – to już inna historia, bo przecież wtedy nikt nie widzi.
Wiesz o czym mówię? Mam nadzieję, że nie masz pojęcia i nigdy Cię to nie dotknęło, ale niestety doświadczenie pokazuje mi, że wiele kobiet doskonale rozumie…
Do dziś pamiętam, jak pochłaniałam wszystko, co było w lodówce czy szafkach. Nieważne, czy mi to smakowało, czy daną rzecz lubiłam. Po prostu wpadałam w dziki trans i żarłam (bo nie da się tego inaczej nazwać).
Żarłam szybko, jednym ciągiem, nie czułam sytości.
Często jedynym oświetleniem w czasie jedzenia było światło z lodówki. Nie zapalałam górnego, bo jeszcze ktoś by przyszedł i zobaczył, że wpycham sobie do buzi suchy chleb, żółty ser z miodem, kostki cukru czy nawet sypki cukier.
Jedząc czułam spokój i ulgę. To mnie relaksowało. Kończąc każdy napad, wychodziłam z kuchni i myślałam sobie, że „teraz to już ostatni raz, od jutra będzie inaczej”.
Z treningami w tym okresie bywało bardzo różnie. Najczęściej trenowałam przez narastające wyrzuty sumienia po wyżerce. Czasami ćwiczyłam kilkanaście dni z rzędu.
Cardio? Zdecydowanie tak! Dużo cardio + domowe treningi bez żadnego konkretnego planu. Byleby się spocić i zasapać. Wtedy myślałam, że to jest wyznacznik udanego treningu i pewnych efektów.
Kładąc się do łóżka przychodziły wyrzuty sumienia, a ból brzucha nie dawał mi spać.
Rano budziłam się jak pijana. Brzuch nadal bolał, czasami trwało to nawet do późnych godzin popołudniowych. W tych chwilach naprawdę nienawidziłam siebie. Nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze, nie mogłam znieść tej bezsilności.
Zresztą od kiedy pamiętam czułam się gorsza i brzydsza od innych, co pewnie było jedną z wielu przyczyn moich problemów. Zawsze w taki dzień po epizodzie objadania miałam nadzieję, że jeśli nic nie zjem, to ból brzucha odpuści i przetrwam do rana.
Wszystko oczywiście po to, aby kolejnego dnia zacząć dietę tak na 100%… ale przychodziła noc i błędne koło znów zaczynało się kręcić…
Następnie w moim życiu przyszedł czas siłowni. Wydawałoby się, że wreszcie jakiś dobry moment. Niestety niekoniecznie. Wierzyłam w te wszystkie „bez przysiadu nie ma zadu”, a na moim talerzu leżał głównie kurczak, ryż i brokuły. Cudowne cheat meale kończyły się jako cheat day lub cheat week. Z taką przeszłością i zaburzeniami odżywiania inaczej być nie mogło, ale wtedy jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy. Czekałam jak na zbawienie na te wyżerki. Gdy teraz o tym myślę wiem, czym było to spowodowane. Czekałam na coś, co smakuje jak jedzenie, a nie jak pasza.
No i te przysiady… Wydawało mi się, że to przecież oczywiste, że muszę je robić, jeśli chcę mieć wyrzeźbiony tyłek i smukłe nogi. To jak bardzo się myliłam, zobaczysz na tym zdjęciu:
Na pierwszym zdjęciu nogi trenowane na przysiadach. Na drugim zdjęciu te same nogi kilkanaście miesięcy później trenowane według mojego systemu, w domu. Oczywiście, że każdy ma swój gust, więc jeśli bardziej podobają Ci się moje nogi po lewej, to siłownia jest dla Ciebie. Ja zawsze chciałam bardziej delikatnego, subtelnego, smukłego efektu, więc zdecydowanie nie była to moja droga.
Z biegiem czasu coraz bardziej widziałam, że się cofam, że to co złe wraca. Mój wygląd nadal mnie nie zadowalał, a nawet coraz bardziej mnie wkurzał. I wtedy przyszedł przełom.
Teksty ludzi, którzy wpierali mi, że moje metody nie wypalą przeważyły szalę! To wtedy w mojej głowie całkiem przypadkiem zrodził się tekst, który do dziś wspominam z dużym sentymentem i myślę o nim, gdy brakuje mi motywacji. Pamiętam, że zapisałam go, bo do mnie trafił i nie chciałam o nim zapomnieć.
Teraz sobie myślę, że to ten tekst mnie w pewien sposób uratował i był wstępem do stworzenia mojej marki, ale o tym opowiem Ci nieco dalej.
To wszystko, co widzisz, udało mi się osiągnąć zdrowym podejściem! Zero głodówek i jałowego jedzenia, zero zajeżdżania się na treningach, zero nienawiści do swojego ciała. Postawiłam na:


Jeśli moja historia Ci nie wystarczy i potrzebujesz dodatkowej motywacji, to znajdziesz ją tutaj. Przedstawione poniżej historie, to doświadczenia kobiet, które postawiły na siebie i mi zaufały. Zdecydowały się na korzystanie z moich programów treningowych. Dziś są w zupełnie innym miejscu, a ich metamorfozy inspirują i motywują do zmiany.
Przede wszystkim chciałabym Ci podziękować za to, że dzięki suplementacji i zmianom w odżywianiu zrobiłaś coś, na co czekałam, można by rzec, od zawsze. Sprawiłaś, że ból brzucha (…) po prostu minął.
Ujrzałam poprawę sylwetki, wyprostowane plecy i brak wystającego brzucha. Własnym oczom nie wierzyłam.
Dziś patrzę na siebie z dumą. Moje ciało się zmieniło, ale najważniejsze zmiany zaszły w środku — mam więcej energii, siły, świadomości i wiary w siebie.
A teraz najlepsze, zarówno dieta jak i treningi wydają się, jakbym wkładała w nie 40% wysiłku (…) a efekty są co najmniej 2 razy lepsze.
Chcesz jeszcze więcej inspiracji? Koniecznie zajrzyj na mój portal www.alicjajanowicz.com, gdzie znajdziesz mnóstwo historii kobiet, które uwierzyły w siebie postanowiły coś zmienić.
Na koniec mój apel do Ciebie — DBAJ O SIEBIE, ale rób to mądrze. Twoje ciało potrzebuje zrozumienia i dobrego traktowania, wtedy rozkwitnie i pozwoli Ci cieszyć się życiem.
Mam nadzieję, że moja przemiana pozwoli i Tobie spojrzeć na dietę i treningi z zupełnie innej perspektywy. Mam nadzieję, że po tym co przeczytałaś, spojrzysz na siebie z czułością i powiesz sobie „dam radę!”. Trzymam za Ciebie kciuki!
Koniecznie zajrzyj też tutaj: